|
Chwile z życia codziennego te piękne dodające energi, i te o których chciałabym zapomnieć....
Jaka jestem zastanawiasz się ? Zawsze jestem sobą. Zawsze niepoprawną romantyczką i lubię nią być. Zawsze mówię i piszę, co myślę. Może dlatego często za to obrywa mi się w życiu. Choć nie zawsze dosłownie. Czasami mówię miedzy wierszami, dlatego uważniej wsłuchuj się w me słowa. Cenię ludzi, którzy mają własne zdanie, choć zazwyczaj zostaję przy swoim.
niedziela, 20 maja 2012
Czy pamietasz te oczy pelne blasku o porannym brzasku jak nieskonczone pragnienie, gdy posrod gwiazd odnalazly cie na niebie powodujac westchnienie. Swoja magia przyciagaly, marzen szeptu schronien daly. Moc niezwykla w nich byla, co radosci i smutki przynosila. Codziennosci szarosc rozjanialy, usmiechem uslanym z perel zawsze promienialy. Najpiekniejsze chwile w nich widziales, gdy diametowe serce na swej drodze spotkales. Piesn delikatnie twe smutki spowily, tkajac cudy i niezwykle pragnien dziwy. Czy pamietasz oczy cieplem plonace, a w nich jasniejacych gwiazd tysiace. Gdy o droge pytaly w nieznane krainy, doznan pelnych i uniesien nieskonczonosci wyzyny. By nie pobladzic w tajemnej drodze slow goracych, z ust spragnionych i mysli zniewalajacych. Iskrami z ognia marzen jasnialy, cieplem tajemnym gdzies tam w srodku ogrzewaly. Kazdej nocy odblaskiem srebrzystego ksiezyca byly tak blisko, w dzien promykami slonca rozjasnialy wszystko. Duze okragle czarowaly i tesknote nienasycona w sobie zawsze posiadaly. Gdzies tam w dal wpatrzone, mgla zasnute rozmarzone. Oczy ktore niezmiennie masz przed soba, czy potrafilyby uciec gdzies w dal przed toba. Byly sloncem, powietrzem, oddechem bardzo bliskim, byly wszystkim...
poniedziałek, 14 maja 2012
Odretwienie... Od dzis zadnych zludzen, nadziei a takze przyszlosci uslanej barw marzeniami. Cos wdarlo sie we mnie i truje moje istnienie od srodka, wybebesza spalajac powoli. Ulotnosc chwili i mrok nie do przebycia pochlania coraz ciemniejszym cierpieniem. Zapomnienie zupelne i zgubienie sensu trwania w tym co nierealnym sie byc zdaje. Po co i dlaczego cieplem otulasz mnie, niewidzialna dla swiata. Po co nadzieji rozdajesz blask codziennym nieuchwytnym pragnieniom. Kochac...jak to latwo powiedziec. Tesknot nie wyczuwam, jedynie nierzeczywiste ciche ukryte przed calym swiatem nienazwane pragnienia o ktorych wiem jedynie ja i ty. Pomieszany ze soba jednen splot mysli odnajdujacych sie jedynie porannym wewnetrznym stlumionym krzykiem. Coraz cichszym, coraz mniej uslyszalnym...skazanym na zaglade i zapomnienie. Tak, ogarnia mnie dlawiaca frustracja, wieziony krzyk w krtani uciszony jednym lykiem goryczy i ogromnym bolem. Nie ma litosci dla slabych serc, gdy pekaja robia to na wlasny rachunek wplatujac sie w cos, w co nie mialy prawa nawet dotknac oddechem swej duszy. Kazda powracajaca chwila przelamuje mi wiecznosc pytaniami bez odpowiedzi, a mysli me jak fale rozbijaja sie o skalisty twardy brzeg. Czy pamietasz choc niewielkie chwile przebudzenia i gdzies tam mnie w ich tle... Izolowana od wszystkiego co pieknem zwalo sie, codzienna swiadomosc bezradnosci, a jednak nadal w walce o istnienie i bycie. Wydaje sie coraz odleglejsze wspoluczestniczenie w odczuwaniu pragnien. O poranku mgielka usmiechu, o zmroku bolesny jek nieistnienia. Zdeptana dusza w izolacji zupelnej coraz blizej odretwieniu nizli wiosennej radosci. Codziennosc bez najmniejszej nadzieji, nie dostrzegam juz nic poza cztery biale sciany malenkiego pokoju i nieskonczonosc malenkich marzen dla ktorych nie ma nijakiej nadziei. Tak, izolacja ma pomogla wyzwolic sie od niechcianego mego uczucia. Odsunieta w cien, przybladla na niebie innych gwiazd. Coraz mniej spogladam w usmiech pieknych duzych oczu, sa juz za bardzo smutne i pelne zalu...
...Milosci ... istnialas... kiedy i gdzie...
niedziela, 13 maja 2012
Mysli powabne rozdaje tylko wybranym, ktorzy potrafia je zrozumiec. Wargi w goraczce wypowiadaja slowa, ktorych namietnosc tesknoty niewymierna jednej chwili. Blask gwiazd srebrzystych nocy, dostrzeze jedynie zakochana istota z utesknieniem patrzac. By rankiem usmiech ciepla poczuc w sobie i piekno nieokreslone, zasklepiajac rany balsamem mysli niepojetych. Zyjac jedynie dla niego i dla mnie przyrzeczeniem szeptem czulosci mysli wypowiedzianych. To jak opium wspomnien doznanych, w ciszy zagubionej. A my jak dzieci przez swiat opuszczeni, mamy siebie i nasze chwile zapomnienia...
Boris Valejo...
Nie mam juz zadnych zludzen ani nadziei. Odeszlo wszystko co tworzylo piekno codziennosci. Popadam w nieuleczalna pustke spalajaca bardzo powoli powodujac pyl mego wnetrza, czarna dziura w ktora wpadam coraz bardziej. Coraz czesciej zastanawiam sie, czy wszystko bylo na nic, ulotne chwile i wieki mroku w przeblysku blasku dajacego nadzieje, na cos co wcale nie istnialo. Nie pojmuje ludzi, ktorzy przekazuja cieple slowa, wcale ich nie czujac. Wyimaginowane mysli w ktorych jest tyle ciepla lecz na niewielka chwile, czasem zastanawiam sie po co to komus potrzebne. Ty mnie nie znasz, wiec dlaczego to robisz ? Ja cie nie znam, wiec dlaczego mialabym to robic ? Pytania na ktore nie ma odpowiedzi sa jak czastki mnie zagubione w czasie i przestrzeni. Ktos igral uczuciami jak wiatr wdzierajac sie w moje wszystkie mysli, odczucia dobrze wiedzac iz natrafil na podatny grunt. Najgorsze jest w tym wszystkim to, iz nie byly to jego slowa, obrazy, mysli lecz piekno stworzone przez innych. Wykorzystujac je do wlasnych niepojetych celow, by dowiesc nie wiem tak naprawde czego. Rozumiem, nie kazdy ma w sobie dar przekazywania wszystkiego co pieknem sie zwie lecz to mozna wybaczyc jesli jego slowa choc w czesci to prostota prawdy. Takiej zwyczajnej bezbarwnej. Poniewaz nawet brak kolorow moze powodowac slodycz chwili. Czy rzucanie w przestrzen bezosobowo do nieznajomej osoby cieplych slow to normalne ? Nie...to nie jest normalne zwlaszcza, gdy sa to najpiekniejsze slowa na swiecie. Jesli cos takiego ktos robi, to ma w tym jakis cel i zapewne nie jest on szczery. Wolalabym uslyszec potok gorzkich slow nawet bolesnych niz nieszczere wyznanie chwili, bo ktos ma taki kaprys. Wiem, ze czytal moj blog jakby inwigilujac mnie i moje mysli, moze dlatego tak latwo ujal mnie i wciagnol w siec, ktora mnie oplatywal powoli przygladajac sie jak coraz bardziej tone bez powietrza. Moze jeszcze teraz czytajac usmiecha sie w duchu swego zwyciestwa nad naiwnoscia mej roztrganej duszy. Dlaczego tak trudno mi bylo uwierzyc w przypadek i przeznaczenie unoszace szczescie, bo za wiele niewiadomych bylo od poczatku. Fikcyjny profil, fikcyjne zdjecie, fikcyjne dwie poczty, fikcyjny telefon przez ktory nie mialam okazji uslyszec nawet barwy glosu, fikcyjne cieple slowa, piekne mysli, niezwyklosc uczuc...znalezionych gdzies w necie. Poswiecony fikcyjny czas, by zyskac cos niezrozumialego dla mnie. Na niewielka chwile oddac wszystko co najpiekniejsze w nas istnieje...
Jakze niewiele slow swoich miales
jakze niewiele mi siebie dales
gdzies skopiowane slowa o pieknie
myslales ze serce moje tym zmieknie
co tak naprawde bylo pradziwe
czy twoje serce bylo choc zywe
czy moglam choc chwile wierzyc takiemu
bardzo we wszystkim nieprawdziwemu...
Lubie ludzi z fantazja, lecz jest cos co ma swoje dla mnie granice...to sfera uczuc tych najpiekniejszych na swiecie.
sobota, 12 maja 2012
Pierwszy raz w zyciu smakowalam ciasteczka przywiezione z Nepalu. Lowson kolega z pracy wrocil wlasnie z urlopu w domu rodzinnym i przywiozl dla kazdego maly upominek. Nawet nie przypuszczalam ze beda mi tak smakowac. To miniaturki gofrow z kremem, przypominaja w smaku nasze polskie ciastka nadziewane zwane markizami. Mile zaskoczenie dla wszystkich, trzeba bedzie pamietac jak pojade do kraju i rowniez cos mu przywioze naszego polskiego.
Od paru dni padal deszcz i wial dosc spory czasem wiatr. Czesto nie warto otwierac nawet parasola, bo pewnie moglabym odfrunac razem z nim, ale tutaj to normalnosc przeciez to wyspa i wszystko sie moze zdarzyc w jednym dniu. Porankiem zimno i pada, a w poludnie upaly do ponad 14-tu stopni. Typowa angielska pogoda, w jednej chwili drobny deszczyk jak mgielka wdzierajacy sie wszedzie, a za pare minut swieci slonce. Moze dlatego trzeba byc przygotowanym na wszystko.
Tego rozowego kasztana zraszal drobny deszczyk, a za pare chwil...
Wyszlo piekne sloneczko i drzewo nabralo blasku, zwlaszcza jego rozowe kwiaty. Wczoraj wyjatkowo ta pogoda mnie troche przybila i moze jeszcze zapewne spadek cisnienia na ktory zawsze reaguje moj organizm. Od kiedy pamietam zawsze mialam zbyt niskie cisnienie, a gdy spada ono w powietrzu natualnie odczuwam oslabienie i spowolnienie ruchow calego ciala. Gdy bylam w domu i tak sie czulam, padalam na sofke i odpoczywalam. Tak brakuje mi tego tutaj, swoich kacikow w ktorych czulam sie najlepiej. Sama nie wiem dlaczego ale spanie uwazalam za strate czasu mojego zycia, chyba ze juz naprawde nie wytrzymuja moje oczy i same zamykaja sie jakby chcialy dac znac innym czescia ciala, ze nalezy sie im wypoczynek by pozniej jakos normalnie funkcjonowac :) Coz taka sobie natura, zwlaszcza noca ozywiam sie i zaczynam funkcjonowac bardziej intensywnie. Jak ta sowa, ktorej ta pora najbardziej odpowiada. Powinnam chyba pracowac nocna pora, pewnie wtedy bylabym bardziej wydajnym pracownikiem. Niestety takich zmian u nas nie ma, sa zawsze poranne. Lecz tyle sie dzieje i takie jest tempo, ze nie ma czasu na rozmyslanie o czyms innym poza tym co wykonuje. Ale za to czasem sa chwile w ktorych usta ukladaja sie do usmiechu, tak jak 2 dni temu znow roza pozostawiona przez goscia, ktory opuszczal pokoj ;)
A miesiac temu otworzylam drzwi samej Krolowej Elzbiecie I i stanelam jak wryta, bo nie spodziewalam sie kogos takiego spotkac. Szlam z lunchu jak zwylke ta sama codzienna droga przez pare korytarzy by dotrzec do swojego sektora...otwieram jedne z wielu drzwi mieszczacych sie na mojej drodze, a tu stoi przedemna w swej koronie, sukni z trenem bogato przyozdobionej klejnotami. Taka jaka zawsze widzialam na filmach i angielskich spektaklach mowiacych o jej zyciu. Wyobrazcie sobie jaka mialam mine, gdy ja zobaczylam. Smiali sie wszyscy ze mnie pozniej, ze powinnam zlozyc piekny uklon jak to przystoi gdy przed nami stanie sama Jej Wysokosc Elzbieta I. A ja stalam jak wryta i nie moglam sie ruszyc jedynie trzymajac kurczowo otwarte drzwi wachadlowe przed nia usmiechajac sie oczywiscie uprzejmie jak do kazdego naszego goscia. Okazalo sie bowiem, ze odbywal sie spektakl w jednej z sal konferencyjnych dla pewnej firmy, a spotkalam oczywiscie aktorke ktora odtwarzala role Krolowej...
Od pewnego czasu bardzo chcialam cos zmienic w sobie i pomyslalam ze powinno to byc radykalne, bym poczula ze zmiana jest naprawde duza. Taka o ktorej nie pomyslalabym jeszcze pare miesiecy temu. Zrobilam to jednym postanowieniem i oczywiscie od razu realizacja natychmiastowa, by nie przyszlo mi do glowy wycofac sie z tego. Decyzja szybka i wydaje sie korzystna po reakcjach w pracy i calej rodzinki gdy poslalam fotke. Nice tak slysze juz drugi dzien w pracy, to buduje i powoduje ze wiecej usmiechow rozdaje na lewo i prawo :) Odslonieta szyja wydaje sie jeszcze dluzsza niz do tej pory. Dobra decyzja mysle, i tak trzymac ... A dzis zupelnie inna pogoda, piekna sloneczna od samego poranka. Nie wiem dlaczego lecz czulam, ze cos znow wydarzy sie w moim zyciu. Humor dopisywal, godziny w pracy umykaly spokojnie, tuz przed 12-ta dostaje informacje, ze po lunch-u jade do drugiego hotelu Hilton North wesprzec personel. Czyli tylko na 3 godziny popoludniowe. A jutro jade tam na caly dzien. Przerazenie w oczach, nikogo tam nie znam, nowa obsada miezynarodowa, nie wiem jak sie poruszac w tych labiryntach korytarzowych, gdzie magazyny w ktorych znajduja sie potrzebne do pracy rekwizyty, a jest ich dosc sporo by uzupelniac w miare potrzeb gosci. Udalo sie, wytrzymalam te 3 godziny lecz z obstawa wprowadzajaca. Jutro sama musze dac rade juz 8 godzin, mam nadzieje ze dam rade choc gdybyscie wiedzieli jak na poczatku kluczylam w swoim labiryncie korytarzy Hilton Centre :))) Po pracy dowiedzialam sie, ze zostalam wybrana z posrod 6-ciu ludzi o dluzszym niz ja stazu pracy i jest to pewnego rodzaju wyroznienie. Do tego jeszcze dzis popoludniem sloneczko tak pieknie swieci ogrzewajac swymi promykami, a ja wracam juz do domku na piechote z Brodwey-u na moja Rotary Way podziwiajac piekne roslinki w blasku wiosennego slonca. Oczywiscie z usmiechem na twarzy i moimi myslami, ktorych wtedy jest najwiecej...
poniedziałek, 07 maja 2012
Sama nie wiem dlaczego, cos prowadzi mnie w kolejne dni, co pozwala istniec mojej chwili, niewielkiej przestrzeni w ktorej sie znalazlam. Mialam dzis sen i byles w nim lecz jakze daleka ja, nieosiagalna wrecz niewidzialna. Osnuta zaslona i niezauwazalna. Odbicie mgliste w wyimaginowanym zwierciadle, ktore sama stworzylam dla siebie. Jak protoplastka wymarzonych uczuc, roztrzaskanych na drobne kawalki. Czy cos jeszcze pozostalo, choc w drobnych odlamkach szkla, by sie moc przejrzec ten ostatni raz. Meczace pytania na ktore nie odnalazlam odpowiedzi, nawet juz ich nie szukajac, nie oczekujac na wiecej. Zatopiona w glebinach z ktorych nie ma powrotu, spadajaca w przepasc bez dna, pochlonieta przez bezkres niewiadomej przestrzeni. Idac przez zycie w smutnej nostalgi i zalobie z myslami o przemijajacym czasie i niebycie. Ta swiadomosc odbiera sile lecz nadal nie wiedzac dlaczego nadal podazam w nieznanym kierunku, kroczac z odretwieniem serca i bolem gdzies tam bardzo gleboko w srodku. Nie mam juz zludnych nadziei, bo wszystko powraca w marzeniach i koszmarach sennych, ktore sie przeplataja w sobie niczym cudowny nieprzemijajacy swiat piekna ubrany w kolory teczy dla mnie juz niewidzialny...
Boris Valejo `90 Unoszona przez koszmary senne w nieznane zamykam oczy, by nie widziec, nie odczuwac, nie zaufac tak mocno jak kiedys. Nie potrafie obudzic sie z tego koszmarnego snu...
niedziela, 06 maja 2012
Bedac w kraju na urlopie, przypadkowo w jednej z ksiazek domowej biblioteki znalazlam pocztowke, ktora kiedys otrzymalam od kogos bardzo bliskiego. Tak mi sie wlasnie wtedy wydawalo. Na jednej stronie widnial napis : " Swiat ustepuje z drogi temu, kto wie dokad zmierza " autor nieznany Na drugiej stronie wpis : Dla Anny - Zycie ludzkie jest mieszanka szalenstwa i rozsadku.... P.s. ...warto czekac, warto byc cierpliwym. Przywolalo to wspomnienia i ogrom mysli, ktorych teraz skladam w jedna calosc. Kompletujac wszystkie chwile, te w ktorych byla wiara, ufnosc i nadzieja. Budzac sie o poranku ciesze sie na mysl o czekajacej mnie drodze do pracy posrod piekna bujnej roslinnosci. Choc trwa to tylko 25 minut, wlasnie wtedy jestem sam na sam z moimi myslami i niezwyklymi roslinami, ktore mijam po drodze. Moglabym jechac autobusem na ktory mam bilet lecz nie odmowie sobie przyjemnosci spogladania z bliska na piekno przyrody w Newbury...
Tak barwne kolmby mijam na swojej drodze i usmiecham sie codziennie do nich...:)
To dywan z platkow kwitnacych bujnie drzew po ktorym stapam idac do pracy porankiem...
Na tego iglaka spogladam z zachwytem, nigdy i nigdzie nie widzialam nawet podobnego. Nie wiem co to za odmiana iglaka lecz robi na mnie zawsze ogromne i pozytywne wrazenie...
Chyba jedyna rzecz ktora jest ingerowana przez czlowieka w przyrodzie Anglii, to starannie przyciete trawniki, a posrodku drzewa o niezwyklym ksztalcie i barwach...
Te drzewka nie tylko pieknie kwitna, ale wydaja tez cudowny zapach. Zawsze zastanawia mnie co to za gatunek drzewa, ktorego liscie zwrocone sa ku gorze ( to drzewko o jasno-zielonych listkach w oddali )...
Temu drzewu o czerwonych lisciach urok dodaja zielone powojniki pnace sie po jego pniu...
Ta sama droga tylko powrotna z pracy, posrod drzew i pieknych bujnie rosnacych tu krzewow jak to na Wyspie...:) Czyz nie przyjemnie tak obcowac z przyroda od poranka do poznego popoludnia. Moze dlatego lubie chodzic duzo pieszo, by ja podziwiac codziennie i rozmyslac samotnie w spokoju. Pieszczona dotykiem slonca przemierzam swoja droge w cisze ubrana, jedynie spiew porannych ptakow mi towarzyszy. Mijam piekno w bujnie rozwijajacej sie roslinnosci, jej roznorodnosc jest niezwykla i choc mijam je codziennie sa dla mnie jak senne marzenie ktore ma swoj niepowtarzalny urok przywolujacy usmiech na ustach. Nawet gdy promyki slonca nie zawsze mi towarzysza, ja wiem ze gdzies tam istnieja i kiedys zaswieca dla mnie. W rozchylonych wargach szept mysli sie rodzi, by zaspokoic nienasycone serce. Czy takie istnieje gdzies, tam w oddali? Droga ktora kiedys wydawalo sie, ze zmierza do obranego celu okazala sie jedynie tylko moja. Swiat nie ustapil mi z tej drogi, wskazujac wlasciwe miejsce.
Dokad prowadzila ta droga, gdzie na horyzoncie niebo styka sie z ziemia...Czy byc moze, we wlasciwe miejsce komus bliskie? Czy porafilabym wyrzucic z swej pamieci cos, co dla mnie bylo wazne ? Nie, nie potrafie tak zwyczajnie usunac i wymazac, bo bylo to dla mnie wazne. Oddycham rzezbiac smak namietnosci, ubierajac je w mysli i slowa mej wyobrazni. Wzdychajac w polsennej rozkoszy postanowilam juz, ze o nic drugi raz nie bede nigdy prosic...Czy warto czekac i byc cierpliwym, gdy dwa razy moje szalenstwo przeroslo rozsadek ktory zawsze w wiekszej mierze posidalam. Choc tak bardzo pragne malowac swe obrazy nieokielznanych mysli bez konca...tylko dla kogo ?
piątek, 04 maja 2012
Wlasnie slucham mojej Celtic Woman i przypomnialo mi sie, jak przed wylotem do kraju na 10 dni nie spalam 3 noce. Sama nie wiem jak dalam rade w pracy, gdzie umysl musi byc na pelnych obrotach. Pamietac o wszystkim co powinnam wykonac, kazdy dzien jest inny choc czasem podobny do siebie. Zakres obowiazkow dostaje porankiem, gdy tylko przychodze do pracy. Porozumiewanie sie wylacznie w jezyku angielskim z przelozonymi, wspolpracownikami i klientami. A tu jakas obawa nurtujaca mnie przed wylotem do Polski, nie pozwalajaca spokojnie wieczorami zasnac. Czy to co planuje w kraju zalatwic wyjdzie tak, jak tego ogromnie pragne. Wszystko wykonywalam jak w transie i pamietam ostatni dzien, gdy juz po pracy poczulam dziwny spokoj i odprezenie. Zaczelam sie pakowac, w ostatniej chwili zdecydowalam zabrac ze soba wlasnie ta moja jedyna, ulubiona plyte by podarowac ja komus, kto potrafi tak jak ja sie delektowac ta muzyka. Choc byl to moj jedyny egzemplarz Celtic Woman i nie wiedzialam czy zdolam jeszcze ja dostac, to postanowilam ze pozostanie w kraju bez wzgledu na wszystko i podaruje ja wyjatkowej istocie. Tak chcialam, by na rowni ze mna cieszyl sie z piekna tej muzyki... Lecialam przede wszystkim po to, by rozliczyc stary rok firmy i zdac PIT do urzedu. Pewnie gdyby nie rozliczenia konczace rok, nie zawitalabym tak szybko do kraju. Pomimo obawy jak dam sobie z tym rade sama w tak krotkim czasie, wiedzac ze jeszcze czekaja mnie spotkania z ludzmi ktorzy juz wczesniej zapowiedzieli iz nie odpuszcza :), wszystko poszlo tak szybko, dobrze ze sama bylam zaskoczona. Cieszylam sie ze spotkania znajomej pisarki, poetki i malarki ktora zrobila mi niespodzianke podarowujac jeden ze swoich obrazow. Tak chcialam byc na wystawie, ktora organizowala pare tygodni wczesniej lecz nie moglam. Zawsze uczestniczylam w nich i kazda byla dla mnie wydarzeniem. Mam juz jej 4 obrazy, kolekcje wierszy i powiesci oczywiscie z dedykacja. To wspaniale istniec w zyciu utalentowanych ludzi i moc ich blizej poznac. Obraz zostal oczywiscie w Polsce i gdy tylko go oprawie, bedzie wisial posrod innych w salonie na honorowym miejscu.
Do ostatniego dnia plyte Celtic Woman mialam przy sobie codziennie sluchajac muzyki, tak jakby na pozegnanie. Dopiero wieczorem, dzien przed wylotem postanowilam iz trafi do rak kogos, komu ja tym razem zrobilam niespodzianke. Aga moja siostrzenica, mlody wspanialy talent, studentka WSP w Krakowie. Dowiedzialam sie wlasnie, ze czesto slucha ta muzyke i jest zafascynowana wszstkim co jest zwiazane z kultura celtow. Doszlam do wniosku, ze trafia w odpowiednie miejsce moja Celtic Women.
Autoportret Agi przylecial ze mna, powiesilam go juz na scianie w pokoju. Piekna i utalentowana mloda Istota podarowala mi swoj autoportret :) Tak jak planowalam plyta pozostala w kraju, moze to przeznaczenie i tak mialo byc by cieszylo serce, ktore potrafi kochac...
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Dzis mialam napisac piekne pelne radosci mysli. Wystarczylo pare chwil, by zdac sobie sprawe iz nic juz z nich nie pozostalo. Teraz mam ochote po prostu wstac i pojsc gdzies w nieznanym kierunku, gdzie nikt mnie juz nie znajdzie. Odnalezc spokoj taki z ktorego nikt mnie nie zbudzi i nikt nie bedzie deptal juz mych uczuc. Coraz wiecej kotluja sie we mnie zludne obrazy rzeczywistosci, ktore zaistnialy i nadal pozostaja w mym zyciu. Czy warto podniesc sie ku niemu, gdy spotykajac mnie, tak bardzo doswiadcza. Czy powinnam trwac w czyms, co od samego poczatku bylo do przewidzenia. Nie potrafie sobie z tym poradzic i przejsc jak inni do porzadku dziennego gdy na usta niezmiennie wdziera sie pytanie dlaczego...? Wiem kim byl Elf ...To osoba ktora bardzo dobrze mnie znala, wrazliwosc mych uczuc, me pragnienia i moje mysli. Teraz dopiero zrozumialam, ze specjalnie utworzyla profil, poczte...nawet dwie, by wytargac ze mnie resztki uczuc, okruszki pozostalych chwil wiary w piekno i ogromna moc odczuwania. Nie wiem dlaczego to robil lecz udalo mu sie wysmienicie, bym poczula jak to jest cierpiec w samotnosci mysli. Wydaje mi sie, ze te ostatnie cieple kontakty ze mna, to nie objaw serdecznych uczuc lecz obawa iz moglabym cos zmienic w jego poukladanym zyciu. To strach przed wyjawieniem tego, o czym jego swiat nie powinien sie dowiedziec. To jedyny jego powod dlaczego jeszcze ze mna rozmawial zyczac ciepla w kazdym slowie. Tylko jeden z moich znajomych byl zainteresowany tym, czy Elf sie kontaktuje ze mna, choc wiedzieli o nim wszyscy. Czy to nie dziwne ? Jednoczesnie by milknac w tym samym czasie, gdy juz zupelnie upewnil sie, poznajac moje szczerze wyznane mysli. Milosc nie milczy, bo nie potrafi...Poraz kolejny oddech wdziera sie w pluca, zmuszam sie do kazdej czynnosci, szybki prysznic, za szybki, ubieram sie za wolno, by zdazyc na cos poki jest jeszcze nie za pozno. Nie odpowiem na pytania, juz nie umiem, wszystko tak szybko ze mnie ochodzi. Wszystko pozostaje wciaz niewzruszeniem, nieposkladane nieposkromine mysli, ich strumienie wylewajace sie ze mnie potokami, ktore porywaja jazn a ja nie mam prawa ich wyrzucic z siebie juz od lat, a teraz jeszcze bardziej zamknieta w szczelnie strzezonej klatce choc juz nie zlotej jak kiedys... Ze straznikiem, ktory stojac mi za plecami spoglada na to co wyrzucam z siebie, niezmiennie doszukujac sie intrygi w tym co pisze. To moja kraina roztargnien, niezapomnien, wyobrazni duszy.. Zwyke istnienie rozszarpane silami niezwyklych mysli i woli, istnienie wzruszone gdzies kiedys do glebin, gubi sie i odnajduje w pieknie odczuwania. Chce teraz zatopic twarz w dloniach i nie zbudzic sie juz wiecej... Wybacz mi, ze potrafie tak odczuwac milosc pieknem nieprzemijajacym.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Badz soba powiedziales kiedys mi, co powinnam zrobic gdy za sobą zamykasz tak bardzo szczelnie drzwi? Jedno spojrzenie wystarczylo, jeden delikatny dotyk. Zmyslow poruszenie, codziennym pragnieniem. Byc soba, to bardzo trudne jest gdy sie kocha i niezmiennie czeka na wlasnie ten jeden najmilszy gest. Nie mow mi wiecej bym byla soba lecz kochaj mnie niezmiennie, namietnie i nieprzecietnie. Bo chce bys ofiarowal mi te bajeczne niezapomniane najpiekniejsze chwile zycia...
Jestem soba, gdy dotykasz mnie myslami...
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Niepowtarzalni
Pokarm dla duszy
Tu zaglądam
|
Prezentowane tu myśli są mojego autorstwa w rozumieniu prawa podlegają ochronie. Zabronione jest ich kopiowanie i dalsze rozpowszechnianie bez mojej zgody.


